BOLESNA MENSTRUACJA. JAK SOBIE Z NIĄ PORADZIŁAM?

W czasach szkolnych, czyli ponad 30 lat temu, dowiedziałam się, że mam macicę. Oczywiście wcześniej wiedziałam, że jestem dziewczynką. Ale dopiero wraz z menstruacją gwałtownie i bardzo boleśnie poczułam że MAM MACICĘ i JESTEM KOBIETĄ.

Bolesna menstruacja

Odkąd pamiętam, dość nieregularnie, choć systematycznie, mniej więcej raz w miesiącu wiłam się z bólu. Już na kilka dni przed nadchodzącą miesiączką zaopatrywałam się w baterię leków przeciwbólowych i nie planowałam żadnych dalszych wypadów. A gdy wybijała godzina zero bladłam ze strachu a oczy zachodziły mi mgłą. Połykałam kilka tabletek i wsuwałam pod kołdrę. Ból nadchodził falami. Coraz silniej i gwałtowniej, paraliżując kolejne rejony, podbrzusze, potem dolne plecy, uda, łydki i na końcu stopy. Często towarzyszyła mi biegunka i wymioty. Otumaniona lekami, bladozielona i wilgotna, w bezruchu i ciszy trwałam tak 2-3 dni… aż wreszcie przychodziła ulga… ulga aż do następnego razu.

Medycyna konwencjonalna – taka norma

Nikt nie był mi w stanie pomóc. Raz moja mama zabrała mnie do ginekologa. Pan doktor zebrał wywiad, zbadał i orzekł: lekkie tyłozgięcie macicy, reszta w normie. Tak po prosu niektórzy mają i już. I przepisał leki przeciwbólowe. Potem byłyśmy jeszcze u jednego i u następnego. I nic. Zmieniały się tylko leki, które mogli mi zaproponować.

Antykoncepcja i hormony

Jak trochę podrosłam, jedna z moich koleżanek powiedziała mi, że odkąd zaczęła stosować antykoncepcję hormonalną przestał ją boleć brzuch. Udałam się więc i ja do przychodni po receptę na tabletki antykoncepcyjne. I zadziało! Cud! Po raz pierwszy w życiu nie bolał mnie brzuch, miesiączka nie była krwotoczna i żadnych innych objawów. Cieszyłam się tym, choć gdzieś w głębi czułam że to tylko pozorne zwycięstwo. Aż pewnego dnia moja dobra znajoma wypłakała mi się, że chciałaby mieć dziecko i nie może bo jej macica po wielu latach antykoncepcji hormonalnej jest zrujnowana. Nie! – pomyślałam – tak być nie może! Z dnia na dzień rzuciłam sztuczne hormony. Bóle powróciły. Choć teraz już jedno wiedziałam na pewno – MOJA MACICA JEST W PORZĄDKU! Musi być jakaś inna przyczyna, która powoduje takie skutki. Chaos hormonalny? Nierównowaga metaboliczna? Słabe ukrwienie? Nadpobudliwość nerwowa? No i rozpoczęłam poszukiwania.

Ruch – jest znacznie lepiej

Zapisałam się na regularne zajęcia sportowe. Po 3-4 miesiącach moje comiesięczne dolegliwości znacznie osłabły. Ból trwał już nie dłużej niż 2 dni, reagował na środki przeciwbólowe umożliwiając mi np. pójście do pracy, w skuleniu i z lekko zieloną twarzą, ale jednak. Przestałam wymiotować, a siła biegunki znacznie osłabła. Z perspektywy czasu uważam również, że nie bez znaczenia było, iż wybrałam dla siebie karate. Zdecydowanie sport, który nie jest dla grzecznych dziewczynek!

Po dwóch latach treningów nabawiłam się kontuzji kolana. Z tej okazji najpierw miałam rehabilitację, a potem zapisałam się na jogę. Zaświtała mi wtedy myśl bardziej precyzyjnego i ukierunkowanego działania, by ZADBAĆ O SIEBIE I SWOJĄ MACICĘ. Ćwiczyłam, studiowałam, sprawdzałam, szukałam, wczuwałam się i obserwowałam. Wiedziałam już co rozluźnić, co napiąć, jak poprawić krążenie w odpowiednim rejonie i jak pobudzić, czy wyhamować impulsy nerwowe. Efekt? Naprawdę dobry. Lekki ból menstruacyjny trwający nie dłużej niż jedną dobę. Po zażyciu tabletki, znikał zupełnie. A przy okazji zostałam fizjoterapeutą i nauczycielem jogi – wyraźny coaching mojej macicy i ciała 😉

Ciąża, poród – jestem Kobietą

No i pewnego dnia zaszłam w ciążę. Byłam dumna, bez specjalnych starań, choć miałam już swoje lata – znaczy zdrowe ciało i sprawna macica. Cieszyłam się ogromnie, choć dość szybko zweryfikowało się, że macica może i sprawna (uff…) ale to zdrowie… No nic, robiłam co umiałam by podtrzymać, tę jak się okazało chwiejną, równowagę metaboliczną. Ćwiczyłam ciało, ćwiczyłam oddechy i dbałam o to co jem. Dziecko zdrowe i ja dotrwałam do porodu. Miałam nawet skurcze przepowiadające, woooow – MACICA MA MOC!

No i bach…

Najpierw brak akcji porodowej, a to już dwa tygodnie po terminie i łożysko się zaczęło odklejać… macica milczy. Decyzja – podłączamy do oksytocyny. Urządzenie wstrzykuje mi oksytocynę co kilka minut, macica się kurczy, choć samodzielnie nie podejmuje pracy. Mija 15 godzin i nic. Decyzja – cesarka. Jest, udało się! Dziecko zdrowe. Ale…. macica milczy. Popłoch na sali operacyjnej, aparatura pika, krwotok, a tu środek nocy, płyny, dzwonią po ordynatora, transfuzja, narkoza… Obudziłam się następnego dnia. Gdzie się nie dotknę to jakaś rurka wystaje z mojego ciała. Cudem przeżyłam. Dowiaduję się również, że cudem mam jeszcze macicę. Światło za głową widziałam jeszcze przez kilka dni. Bardziej niż kiedykolwiek czuję, że JESTEM KOBIETĄ, JESTEM MATKĄ i MAM MACICĘ.

Macierzyństwo

W pierwszym okresie po porodzie byłam poraniona i strasznie obolała. Trzymałam jednak w objęciach moje ukochane dziecko! Powstało w mojej macicy! Wiedziałam, że nie ma teraz takiej siły, która powstrzyma mnie przed rozwikłaniem TAJEMNICY MOJEJ MACICY. Bardzo powoli, ostrożnie, w skupieniu i z pełną determinacją: ćwiczyłam, oddychałam, prowadziłam różne terapie oczyszczające, badałam połączenia psycho-fizyczne, szukałam w historiach rodzinnych, weryfikowałam wierzenia i poglądy wdrukowane w mój umysł. Miesiączka wróciła dopiero po dwóch latach od porodu, a teraz minęły kolejne cztery lata.

Moja miesiączka wygląda tak:
– Nie ma bólu – o tym, że nadeszła dowiaduję się w toalecie, gdy zobaczę krew.
– Pojawia się regularnie co 27 dni.
– Jest jasno czerwona – kiedyś myślałam, że to niemożliwe, była brunatna, lub brunatnoczerwona z dużą ilością skrzepów.
– Trwa 3-4 dni.
– Niezbyt obfita (wyraźnie kiedyś były to małe krwotoki), wypływa głównie wtedy, gdy robię siku, więc jeśli go nie wstrzymuję, mogłabym nie używać podpasek – a zastanawiałam się kiedyś jak radziły sobie panie w dawnych czasach czy kobiety zamieszkujące dzikie tereny – proste!

Rozwikłanie tajemnicy mojej macicy

Pierwsze z czym przyszło mi się skonfrontować była moja mama. A w zasadzie nasza wojna. Wojna, która rozpoczęła się konfliktem serologicznym, jeszcze w macicy. Podczas porodu okazała się walką na śmierć i życie. Potem przybrała formę gorliwego wychowania na grzeczną dziewczynkę, dobrze przygotowaną do roli pokornej i usłużnej żony, oraz pełnej poświęcenia i zatyranej matki.

A ja? To było zbyt trudne… uciekłam, zapadłam się w sobie, odcięłam się i zagrzebałam wszystko w podświadomości. A wraz z mamą odcięłam wszystko co za nią stało…. co było większe i potężniejsze… co przez nią do mnie przypłynęło.

Gdy wreszcie po latach odważyłam się przeżyć cały ból i rozpacz dziecka złożonego w ofierze. Po raz pierwszy poczułam wartość mojego istnienia. Wartość tego, że jestem! I choć moja mama była jaka była, to dzięki niej JESTEM – ISTNIEJĘ! Co więcej poczułam ogromną wartość tego, że jestem właśnie KOBIETĄ.

… i wtedy, po 2 latach powróciła moja miesiączka.

Moja macica jest emocjonalna

Mijały kolejne miesiące. Coraz lepiej się czułam, okrzepłam już nieco w macierzyństwie i wtedy podszedł kolejny duży temat – złość. Złość, że nie mogę swobodnie być matką, bo tradycje, bo zwyczaje, bo ekonomia i badania naukowe. Złość, że nie mogę swobodnie się temu przeciwstawić, bo prawa, zasady i ich konsekwencje. A nawet złość, że nie mogę swobodnie się złościć, bo to nie przystaje do obrazu matki-idealnej.

Tym razem temat podchwyciłam bardziej entuzjastycznie, ćwiczyłam i wsłuchiwałam się w siebie, nie uciekałam od trudnych sytuacji, w które wciągała mnie intuicja. Kulminację przeżyć rozpoczęła bólem moja macica. Był to jedyny, od czasu porodu, ból menstruacyjny. Ten sam jaki dobrze znałam. Trwał kilka godzin i zaprowadził mnie w moją wewnętrzną otchłań wypełnioną po brzegi „niewysłoszczoną” złością z czterdziestu lat. Potem dołączyła się wątroba i wysoka gorączka – główny organ związany ze złością. „Bulgotałam” trzy dni, aż wypłynęło wszystko….
Od tej pory wiem, że moja macica jest eMOCjonalna i kieruje mnie do źródeł własnej mocy. MOC jest aspektem kobiecym, zablokowanym m.in. pokładami „niewyzłoszczonej”, nieprzeżytej złości.

Na szlaku macicy

O tej pory podążam za wskazówkami mojej macicy. Jestem wyczulona na jej najdrobniejsze poruszenia i znaki. Nie musi już krzyczeć bólem. Pozwalam jej stwarzać moje nowe życie, choć paplanina umysłu wciąż nie ustaje. Już nie wystarcza mi, że jestem kobietą. Pragnę być KOBIETĄ SPEŁNIONĄ i jestem gotowa pójść dokąd mnie zaprowadzi. Wiem też, że nikt nie wymyślił, że jestem Kobietą. Stworzyła to macica mojej mamy. Dla mojej pełni.

Zwrot ku Kobiecości

Teraz, po tym jak lata temu sama przeszłam długą drogę do skontaktowania się ze swoją kobiecością, zachęcam do tego także inne kobiety. Zobacz, jak w trzech kolejnych filmach poruszam bardzo istotne kwestie: oczyszczania, oddychania i relaksu.

Kurs online Zwrot Q Kobiecości

Jeśli chcesz otworzyć się na swój kobiecy wzrost, polecam kurs online, w którym pomogę Ci wejść na ścieżkę Twojej prawdziwej kobiecej mocy. Dzięki temu poczujesz się lepiej na wielu płaszczyznach – zdrowia fizycznego, psychicznego, społecznego i duchowego.

Kurs został stworzony w wygodnej formie – możesz korzystać z niego w dowolnie wybranym przez siebie czasie i miejscu. Uczestnictwo w nim jest możliwe nawet, jeśli Twoje życie jest bardzo intensywne.

Zainteresował Cię kurs? Zobacz szczegółowe informacje na temat kursu „Zwrot Q Kobiecości”.

Tekst: Hanna Gryzińska-Onifade

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *