Breadcrumb Abstract Shape
Breadcrumb Abstract Shape
Breadcrumb Abstract Shape

Estrogen i HTZ

Estrogen i HTZ

ESTROGEN i Hormonalna Terapia Zastępcza

Jestem cięta na terapie hormonalne. Od 12. roku życia, przez kolejne 10 lat, byłam leczona przez różnych endokrynologów — w klinikach, szpitalach i gabinetach. Lista dolegliwości była długa, ale diagnoza zawsze kończyła się tym samym zdaniem: nie będę mogła mieć dzieci. Mimo to leczyłam się dalej. Z marnym skutkiem, za to z imponującą listą skutków ubocznych. To było straszne doświadczenie i jeszcze gorsze samopoczucie.

Potem na kolejną dekadę wpadłam w terapie alternatywne. Aż do całkowitego odrzucenia jakiegokolwiek leczenia. I wtedy, w wieku 33 lat, pojawiła się ona. Dziś prawie 9-letnia istotka. Zupełnie naturalnie.

Mój opór wobec lekarzy to czyste, bolesne doświadczenie. Ten błąd systemu striggerował mnie tak mocno, że wrzuciłam całe środowisko głównego nurtu na długo do worka z napisem: niekompetencja.

REMANENT W GŁOWIE

Ale ten rok jest nowym w moim życiu. Uznałam, że warto zrobić remanent przekonań i sprawdzić, czy nie trzymam się ich tylko z wygody. Niedawno jeszcze upierałam się, że schudnę wyłącznie przez rozwiązywanie konfliktów emocjonalnych. Gówno prawda. Konflikty puszczały, ale kilogramy stały. Dopiero gdy od-obraziłam się na dietę, ciało zaczęło się kurczyć.

I dokładnie w tym momencie trafiła do mnie książka o terapii hormonalnej. Estrogenem. W tabletkach. Wyobrażasz to sobie?

Ja, antysystemowiec, czytająca o braniu hormonów. Ale zamiast ją z góry odrzucić, wzięłam głęboki wdech i z otwartą głową weszłam w lekturę. Chciałam sprawdzić, co to we mnie robi — teraz, po latach.

BIZNES I MAMAŁYGA INFORMACYJNA 

Autorzy zaczynają na grubo: Hormonalna Terapia Zastępcza to miliardowy biznes Big Pharmy. Jednocześnie odcinają się od koncernów farmaceutycznych i twierdzą, że nie mają sponsorów. Mimo to są zwolennikami HTZ i próbują obalić główny zarzut, że estrogen powoduje raka piersi. Brzmiało to intrygująco.

Ale o czym ta książka jest naprawdę? Nie będę owijać w bawełnę — dla mnie to książka o burdelu w badaniach naukowych. O tym, że medycyna akademicka nie ma spójnej narracji, a lekarze siedzą w swoich formatkach tak samo głęboko jak my w swoich. Bazują na starych danych i nie nadążają za własną branżą. Raz zasiany lęk żyje latami, mimo że fakty dawno go obaliły. Krytyczne myślenie leży, bo system boi się wychylenia poza ramy. Po lekturze „Estrogen: kobieca siła” widać to bardzo wyraźnie. Ale żeby było uczciwie: terapie alternatywne i psychologiczne, w których sama siedzę po uszy, działają dokładnie tak samo. Mamałyga informacyjna jest wszędzie.

JAKIE MASZ OPCJE?

W praktyce masz trzy opcje: oddać odpowiedzialność specjaliście, szukać sama po omacku albo nauczyć się czuć, co jest dla Ciebie dobre. Bo twarde dane są sprzeczne. Indywidualne historie są bardzo różne, ale statystyka wszystko wrzuca do jednego worka. Czasem do poziomu 1%. To dużo czy mało? 1% skutków ubocznych to statystyczny pyłek, dopóki nie padnie na Ciebie.

Autorzy twierdzą, że estrogen niemal całkowicie redukuje duszności, kołatania serca i zaburzenia poznawcze przy menopauzie. Dla mnie najbardziej fascynujący był wątek o osteoporozie. Z badań wynika, że wapń i witamina D praktycznie nie mają znaczenia — ale estrogen już tak.

I tu zaczyna się najlepsze: w kościach nie chodzi o gęstość, tylko o sprężystość. A tego nie da się zbadać, chyba że wsadzimy ludzi w imadło. Więc nauka bada to, co potrafi zmierzyć, a nie to, co faktycznie decyduje o łamliwości. Jak masz duszę badacza i zaczynasz inwigilować temat, to dojdziesz do absurdu nauki.

CO LEPSZE I NA NA CO MASZ SIŁY?

Ostatnio rozmawiałam z osteopatką o wkładkach ortopedycznych. Zapytałam: warto? Odpowiedź była krótka: jeśli ćwiczysz i korygujesz postawę, wkładki Cię zablokują. Ale jeśli nie zamierzasz robić nic — wkładki są lepsze niż brak wsparcia. Ograniczają domino zniszczeń.

I dokładnie tak widzę HTZ. To taka hormonalna wkładka. Jeśli nie masz zasobów, by nieść swoje ciało inaczej, chemia może być protezą, która pozwoli Ci ustać na nogach.

Czy po tej lekturze wzięłabym HTZ? Nie. Nadal czuję, że to nie jest moja droga. Ale ta książka w swojej przewrotności ucina zero-jedynkowość tematu. Autorzy przytaczają wiele badań, pokazują różne perspektywy i na koniec podają ostrożne wnioski… i pozostawiają wybór.

Ta lektura potwierdziła mi po raz kolejny, że zewnętrzne autorytety się rozpadają i jedyne, co zostaje, to umiejętność podejmowania decyzji w zgodzie ze sobą. Według mnie dzieje się to tylko przez wyraźne czucie siebie.

Co będzie lepsze dla Ciebie? Nie mnie osądzać ani nikomu innemu. Czy wybierzesz HTZ, czy zaufasz naturze, na koniec zostaniesz Ty i to, jak się ze sobą czujesz. Przed sobą nie uciekniesz.

Dobrej lektury! 

Weronika

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *