Co blokuje nasz dobrostan?

Każdy z nas nosi w sobie ogromny potencjał bycia szczęśliwym i spełnionym człowiekiem. Nie ma na świecie osoby, która nie chciałaby wieść życia pełnego obfitości, radości i poczucia sensu. Te marzenia nadają znaczenie działaniu i pozwalają wzbić się na wyżyny. 

A jednak większość z nas miewa momenty kiedy, zwyczajnie zmaga się z życiem. Dla niektórych jest ono ciągłą walką. Są też tacy, którzy nie potrafią znaleźć w nim głębszego sensu i co za tym idzie, chęci do zmiany. Uciekamy wtenczas od samych siebie i życiowych wyzwań. Spędzamy życie z przyklejonym uśmiechem do twarzy rzucając teksty, że trzeba jakoś „zabić czas”, i zabijamy go na wszelkie możliwe sposoby. Toniemy w morzu używek, które nagminnie oferuje obecny świat – telewizji, internecie, cukrze, alkoholu i na innych coraz bardziej wymyślnych „atrakcjach”. Nawet ci z nas, którzy są świadomi i rozwijają się, nie są wolni od pułapek, które zabierają naszą przestrzeń, nasze ciało, nasze umysły, nasz  czas i wreszcie nas samych. 

Życie to ekspansja, rozwój, ewolucja, nauka, radość i spełnianie marzeń. Jeśli nie poddamy się temu nieustannemu ruchowi, życie będzie nas do tego zmuszać. Jak się temu bliżej przyjrzeć, to okazuje się, że nie ma tu żadnego błędu. Ta życiowa maszyna działa jak żadna inna.  I to jest wspaniałe.

Dlaczego nie jesteśmy szczęśliwi? 

Podstawową przyczyną, która blokuje nasze poczucie szczęścia, jest nasza własna wizja tego szczęścia. Zakładamy, że musimy coś zrobić, osiągnąć, gdzieś dotrzeć, kogoś poznać i dopiero wtenczas spotka nas szczęście. Zakładamy również, że szczęście jest stanem permanentnym, który zostanie nam zagwarantowany, jeśli zrobimy to i tamto. W imię idei poświęcamy relacje, czas, pieniądze, a zwłaszcza siebie i nie zauważamy, że życie odbywa się tylko teraz. Nie ma go gdzieś tam w przyszłości, gdzieś tam, kiedy już odnajdziemy ten garnek pełen złota, który jakoś zawsze leży po drugiej stronie tęczy. 

Wizja szczęścia, która nas blokuje

Szczęście dla większości ludzi pozostaje odległym marzeniem. Jest precyzyjnie zbudowaną wizją, która nie ma nic wspólnego z ustaloną rzeczywistością w tu i teraz, z byciem w ciele, z cieszeniem się małymi rzeczami, z dbaniem o siebie i co najważniejsze z poznawaniem siebie. Poświęcamy niezliczone godziny na studiowanie historycznych faktów, równań matematycznych, wzorów chemicznych, śledzimy życie celebrytów, angażujemy się w politykę, a nie znajdujemy czasu na poznanie samych siebie. Rzadko kiedy staramy się zrozumieć dlaczego działamy w taki, a nie inny sposób, czego tak naprawde chcielibyśmy doświadczać, co nas tak naprawdę kręci. To ciekawe, że większość ludzi na pytanie czego najbardziej w życiu pragnie, odpowiada pieniędzy. 

Pieniądze są wspaniałe, są genialnym narzędziem do tego, aby nasze życie mogło wyglądać coraz lepiej, ciekawiej, by mogło uzyskać nowy wymiar, głębokość i lekkość. Większość z nas jednak nie wie co zrobić, aby poprawić jakość swojego życia w praktyce. Okazuje się, że kupienie nowszego samochodu w sumie niewiele zmienia. Tymczasem zainwestowanie w siebie przychodzi o wiele trudniej niż w kolejny remont mieszkania. Ciekawym faktem jest, że ludzie którzy wygrywają na loterii, bardzo szybko tracą otrzymane pieniądze. Przecież to właśnie one miały być tym szczęściem.  

Zdaje się, że nie ma wyjścia i jeśli naprawdę chcemy być szczęśliwi, nie obejdzie się bez poznania siebie:) Musimy odważyć się spojrzeć prawdzie w oczy. Musimy wyjść poza schematy, które przyczyniły się do tego, że przestaliśmy samodzielnie myśleć i decydować o sobie. Przestaliśmy wierzyć, że możemy żyć tak jak chcemy, być w pełni sobą i przeżywać esencjonalnie radość. Zbyt dużo poświęcamy, aby żyć tak jak nam jest dyktowane odgórnie, tak aby pasować do tłumu. To rzadko kiedy daje spełnienie, a wręcz przeciwnie. 

Co daje, a co zabiera grupa?

Jako dzieci jesteśmy niewinni, wspaniali i zupełnie bezbronni. Jeśli los się do nas uśmiechnie i trafiamy na mądrych i świadomych rodziców, nasze szanse na szczęście, nie maleją niczym świeczka na urodzinowym torcie. Gorzej jeśli rodzinę, w której się rodzimy toczy jakiś problem. Wtedy szybko zaczynamy dźwigać rodzinne ciężary. Nasz rozwój i wszystko co nas w życiu spotka, zostaje zdeterminowane przez nierozwiązane konflikty i problemy naszych rodziców, ich rodziców i tak dalej, i tak dalej. Do tego szybciutko włącza się szkoła, która uczy nas abyśmy wszyscy myśleli podobnie. Równolegle obdarowuje nas różnymi traumami – bo spotkanie z taką ilością ludzi, jest potężnym wyzwaniem i raczej marne są szanse, aby czymś nie oberwać. Jeśli rodzice pomogli nam zbudować pewnego rodzaju odporność jest nam łatwiej, gorzej jeśli jesteśmy pozbawieni czułej obecności rodzica. Tacy zunifikowany ruszamy w świat, w którym trudno jest nam wyjść poza schematy, którymi bardzo ściśle otacza nas społeczeństwo. 

Człowiek potrzebuje poczucia przynależności, poczucia bycia włączonym w grupę i bezpieczeństwa. Za to oddajemy naszą bezcenną indywidualność – która tak naprawdę nie oddziela nas od innych, wręcz przeciwnie, pozwala nam się wzajemnie uzupełniać, współdziałać i realizować się jako grupa. 

Aby pasować do reszty często spędzamy życia w pracach, które nas niszczą, bierzemy kredyty na rzeczy których nie potrzebujemy, zakładamy rodziny, choć nie jesteśmy pewni swoich uczuć i pragnień, a potem chcemy wierzyć, że nasze deficyty zostaną jakoś zaspokojone. Może zdarzy się cud i ktoś za nas wypełni luki w duszy… I tak z pokolenia na pokolenie rośnie napięcie (świadomie lub nie), rośnie żal do rodziców, pojawia się temat obwiniania ich za całe zło. I jest w tym trochę sensu, bo gdyby nasi rodzice załatwili swoje sprawy, my nie musielibyśmy tego robić. Ale może właśnie taka jest nasza rola? Kto wie? W życiu jest tajemnica, której nie da się zrozumieć używając logiki. 

Jak możemy sobie pomóc?

Cień, który nas otacza, budowany w imię przetrwania, ma wiele warstw, a każda warstwa, ma także swoją ukrytą warstwę i tylko odwaga, i miłość do samego siebie, może nam pomóc. Bo ten cień składa się z pokoleń żalu, złości, strachu, braku miłości, uwagi, bezpieczeństwa. Żeby go pokonać, musimy zupełnie jak w bajce, wejść do jaskini i zmierzyć się z demonem. A demon ma wiele głów i potrafi czasem bardzo zwodzić i pięknie obiecywać. Potrafi nas na przykład przekonać, że ci którzy nas skrzywdzili, zasługują na karę… 

Eckhart Tolle ten cień nazywa „ciałem bolesnym”, tworem, który żyje dzięki nam i staje się powoli naszym największym problemem. Psychologia mówi o syndromie ofiary. Pewnie możnaby się doszukiwać różnic, kto lepiej to określił, czy nazwał, jaka jest geneza, czy sposoby manifestowania się, ale nie ma to większego sensu – ofiara, demon, cień czy ciało bolesne to tylko określenia, ważne co z tym zrobić. Wróg jest podstępny i jak wszystko na tym świecie, chce żyć. Na szczęście żyjemy w czasach, gdzie pomoc jest na wyciągnięcie ręki. Jeszcze nigdy nie mieliśmy takiego łatwego dostępu do całej mądrości świata, do wielkich nauczycieli, uzdrowicieli, książek, metod, grup wsparcia..

Jest wiele możliwości do wyboru

Od czego zacząć? Zacznijmy od przyznania, że każdy z nas ma pewnego rodzaju „cień” i nie ma w tym nic złego. Wręcz przeciwnie, jest to zupełnie naturalne, a skoro tak, to przestańmy raz na zawsze tę część siebie traktować jako wroga, a zacznijmy w niej dostrzegać nauczyciela. Zapewne nikt nie będzie się spierał, kiedy powiem, że człowiek aby się rozwijać potrzebuje nacisku. Możemy zmienić nastawienie i popatrzeć na dramat jak na możliwość, bo czemu nie – czasem nastawienie działa cuda. Tylko musimy się upewnić, że sami sobą nie manipulujemy. Okazuje się bowiem, że wiele z naszych negatywnych wzorców zachowań przynosi nam pewnego rodzaju korzyść. Mogą to być najróżniejsze korzyści, ale chyba największa z nich, to nie branie odpowiedzialności za swoje życie. Odpowiedzialność często jawi nam się jako ciężar, tymczasem to wrota do wolności.  

Oddychaj, to minie

Odpowiedzialność za szczęście jest zwyczajnie trudna, gdyż wymaga zachodu. Bycie biednym misiem, któremu wiele lub nawet wszystko uchodzi na sucho, cóż… tylko miś, w głębi duszy wie, ile traci. Możemy też mieć inne zdobycze. Korzyścią może być fakt, że ciągle mamy jakieś kłopoty, bo to daje nam uwagę, której nigdy nie dostaliśmy. Bywają rodziny, w których dziećmi zajmowano się tylko, kiedy chorowały. “Ojej masz gorączkę, ojej jaka wysypka.. Trzeba do lekarza itd, itd”. Kiedy dziecko zaczepia o zabawę rodzic nie ma nigdy czasu, ale kiedy ma gorączkę – rodzic staje do boju a dziecko jest w centrum uwagi.   

Poza kłopotem z odpowiedzialnością jest jeszcze głęboki nawyk reakcji. Nasze ciało odruchowo uruchamia za pośrednictwem mózgu pewne chemiczne reakcje, a my uważamy, że podążanie za nimi jest czymś naturalnym. I tu jest dla nas ogromna szansa. Jeśli nauczymy się zatrzymywać w chwilach, kiedy już prawie reagujemy tak jak zawsze, i zwyczajnie zaczniemy oddychać i być – nic więcej tylko być – to tak, jakbyśmy będąc w tej jaskini spojrzeli jednej z głów demona prosto w oczy. 

Bez metafor – to może być początek nowego życia, bo ta chwila, to największa uwaga jaką możemy sobie dać. To danie uwagi temu bólowi wewnątrz nas, który nie otrzymał tej uwagi wcześniej, uwalnia go. Ta miłość, dzięki której pochylasz się nad zamrożonym cierpieniem, którego nie byłaś/byłeś w stanie przeżyć kiedyś tam, pozwala go zarazem przyjąć i puścić.

Oczywiście będą pojawiać się na tej ścieżce niepowodzenia, ale nigdy, przenigdy nie karćmy siebie za te niepowodzenia, bo one będą nam towarzyszyć. Krok za krokiem, oddech za oddechem, możemy zacząć odzyskiwać moc, którą zamroziliśmy lub oddaliśmy innym. Bo tego właśnie pozbawia nas zrzucanie odpowiedzialności za siebie i nasze szczęście, czy też jego brak, na innych. Pozbawia nas siły, a bez niej wiele tracimy. Oddychajmy więc głęboko w chwilach spokoju, aby moc uważności oddechu wykorzystać kiedy będzie trudniej, kiedy coś nas wytrąci z równowagi. Oddychajmy tak, żebyśmy mogli zauważyć ten fantastyczny moment, kiedy mamy szansę na uzdrowienie, na odzyskanie siebie, a tym samym na szczęście. 

„To, czego nie wybaczysz swoim rodzicom, wyrządzasz jednocześnie sam sobie.

To, czego nie wybaczysz swoim rodzicom, zachęcasz innych do uczynienia tobie.

To, czego nie wybaczysz swoim rodzicom, robisz jednocześnie innym ludziom.

To czego nie wybaczysz swoim rodzicom, tego nie będą ci chciały wybaczyć twoje własne dzieci.” – Louise Hay


DARMOWA WIEDZA I KURSY ONLINE

Niezależnie czy potrzebujesz uspokoić umysł, ukoić ciało, zrozumieć przyczynę powstawania chorób czy po prostu poszerzyć swoją świadomość i wzrosnąć dzięki temu, na Hakuj Zdrowie znajdziesz coś dla siebie. Mamy bardzo bogatą DARMOWĄ bibliotekę z wywiadami ze specjalistami różnych dziedzin, masę artykułów, a dla tych z Was, którzy chcą zajrzeć głębiej, przygotowaliśmy profesjonalne kursy online – do studiowania w dowolnym miejscu na ziemie, w swoim czasie i tempie.

WYWIADY: https://hakujzdrowie.pl/wywiady/

ARTYKUŁY: https://hakujzdrowie.pl/blog/

KURSY ONLINE: https://hakujzdrowie.pl/kursy/

 

10 Comments

    • Bo to jest tak jak jest opisane w tym artykule. Trzeba poddać się temu co się wydarza. Wiem o czym mówisz, też tak miałam… Momentami było tak, że nie miałam już sił by zmagać się z trudami dnia codziennego. Gdzieś tam przeczytane słowa, że trzeba się poddać temu co Cię spotyka było dla mnie abstrakcją i trudnym stanem do osiągnięcia, ale gdzieś w głębi duszy czułam, że to może być prawda i w końcu kiedy zaakceptowałam to, że widocznie moje życia takie właśnie ma być, ale tak głęboko to poczułam, moje życie stało się łagodniejsze… To Ty nadajesz pewną rangę wydarzeniom, które się w Twoim życiu pojawiają. Myślę, że skoro czytasz takie rzeczy, to już jesteś na dobrej drodze aby było łatwiej w Twoim życiu. Naprawdę z całego serca życzę ci powodzenia:)

  1. Bardzo wartościowy tekst. Chyba nigdy nie zaczęłabym czytać o totalnej biologii i mocy wcześniejszych pokoleń, mocy naszych emocji – które odgrywają kluczowa role (szczególnie jeśli chodzi o zdrowie) gdyby nie moja koleżanka i teraz zafascynowana ta tematyką wciąż pogłębiam swoją wiedzę! Dziękuje za ten artykuł! Będę polecać!

  2. Przesyłam Pani Doktor głębokie wyrazy wdzięczności i podziwu za odwagę przebycia takiej drogi, która była wielkim wyzwaniem, a teraz promieniuje na wielu innych ludzi niosąc dobro.
    Jestem szczęśliwa, chociaż mam głębokie przekonanie, że najfajniejsze dopiero przede mną. Mam cichą nadzieję, że kiedyś będę mogła z Panią Doktor spotkać się i to dopiero będzie wspaniałe! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Dołącz do naszego newslettera