Trzech mistrzów masażu – Weronika Burban

Uczestniczyłam w wielu warsztatach pracy z ciałem. Mam świadomość jak  nieprzeżyte emocje i stres odkładają się w organizmie. Niestety nadal potrafię doprowadzić się do takiego stanu fizycznego, że już dalej się nie da. No niestety.

Bywa też, tak jak ostatnio, że „przypadkowo” uległam wypadkowi i zleciałam ze schodów, w skutek czego skręciłam kostkę. Następstwa były takie, że chodząc oszczędzałam jedną stopę, a to przełożyło się na naruszenie bioder i kręgosłupa. Ból wyjątkowo nieprzyjemny. 

Na szczęście w takim momencie wiem, gdzie sięgnąć po pomoc. Są to trzy osoby, które pracują zupełnie innymi technikami i mają zupełnie inną obecność, ale to ich synergia działa cuda. Właśnie jestem po takim secie i na fali entuzjazmu dzielę się z Wami moją receptą.

Jest to głównie opcja dla Warszawiaków, choć nie tylko. Tym razem sama przejechałam prawie 300 km żeby móc skorzystać z tego dobroczynnego wsparcia.

Naprawa ciała fizycznego

Najpierw polecam wybrać się do fizjoterapeuty, terapeuty manualnego i osteopaty Janusza Tympalskiego. To on potrafi poskładać w całość obolałe ciało, uwolnić ból, przywrócić przepływ. Mechaniczne tematy związane z ciałem nie mają dla niego żadnych tajemnic. Ostrzegam, że wizyta u Janusza nie zawsze bywa przyjemna, a jednak zawsze do niego wracam, bo wiem, że bez tego nie da się naprawić pewnych rzeczy.

Ukojeniem w tym wszystkim jest jego obecność. Podczas wizyty u Janusza czuję się jak u Wielkiego Niedźwiedzia, który uchroni mnie przed moją własną niepełnosprawnością, używając swojej mocy z zegarmistrzowską precyzją. Zaś gołębie serce stwarza atmosferę pełnej akceptacji i poczucie zaopiekowania.

Janusz czasem opowiada różne historie. Na przykład niedawno słyszałam taką o dziewczynie-klientce, u której był jakiś czas temu. Zaobserwował jak wspaniale działa nowa technika, którą zaczął stosować. Pomimo, że ta dziewczyna od dawna jest sparaliżowana, to po serii zabiegów zaczęła komunikować się ręką. Im dalej w głąb historii, tym bardziej okazuje się, że ta dziewczyna, która powraca do żywych, ma 93 lata. To właśnie Janusz. W każdym widzi człowieka równego sobie, a to bardzo fajne uczucie.

Bez uwolnienia traumy trudno iść do przodu

Po nastawieniu kości idę do Joanny Sadowskiej-Budy. Asia oficjalnie zajmuje się masażem powięzionym, polarity, lomi lomi i jest terapeutką psychologii procesu. To oficjalne stanowisko, ale z mojej perspektywy, to co wydarza się u niej na stole do masażu, przekracza bardzo te zakresy. To wrodzony, bezwarunkowy talent do namierzania praprzyczyn konfliktów.

W obecności Aśki jakoś zawsze tak się dzieje, że na wierzch wypływają stare, stłumione tematy, które w końcu doczekały się bezpiecznej przestrzeni, by wybrzmieć. Asia czasem zada jakieś pytanie, ale generalnie to masuje. Ten proces po prostu sam się dzieje. Całe napięcie zgromadzone w ciele łączy się z przyczyną i ujawnione, zazwyczaj nie musi, ponownie chować się w mięśniach.

Integracja psychiki i ciała

Po tych dwóch wizytach masz bardzo poruszone ciało a w sercu i głowie kołacze się odkryta prawda. Aby zintegrować te procesy, idę do Marty Gierczyńskiej na masaż lomi lomi nui. Ten masaż to starożytny, hawajski rytuał, który był stosowany dla „ważnych głów”, przed podjęciem istotnych decyzji, tak aby były one jak najlepsze. Poza tym, to oczywiście niezwykle przyjemna, relaksacyjna forma masażu przywracająca harmonię we wszystkich aspektach.

To co biorę przy okazji spotkania z Martą, to dostrojenie się do jej wibracji. Wg mnie ma ona w sobie podczas wykonywania masażu, albo umie się z czymś takim połączyć, idealnie „oszlifowany diament”. Ten diament ma tak potężną energię, że to co się dzieje z człowiekiem na stole, po prostu się do niego dostraja. Wszelkie rozparcelowane kawałeczki wracają na swoje miejsce i układają się znów harmonijnie, tworząc jedną, spójną całość.

Duszociało, czyli Ty, to też ciało

Słyszę czasem, że człowiek to nieśmiertelna dusza urzędująca na jakiś czas w powłoce cielesnej. Być może tak jest.  Osobiście patrzę jednak na człowieka, jak na nierozerwalną całość, na duszociało (przynajmniej na ten moment). Gdy ciału coś dolega, to dolega to mi, gdy ciało jest w dobrostanie to i ja czuję się w dobrostanie. Jakby nie patrzeć, ciało to skarb. Bez ciała nie da się tu być. 

Naprawa ciała i przywrócenie mu harmonii, kiedy coś nam dolega, to niezwykle ważne elementy. Wsparcie od takich osób jak Janusz, Asia i Marta to błogosławieństwo. Wierzę jednak, że ostatecznie to my sami bierzemy odpowiedzialność za swój stan. Bez zrozumienia prawdziwej przyczyny urazu, czyli konfliktu emocjonalnego, odbieramy sobie moc do życia w pełni. Spotkanie z wyżej wymienioną trójką ułatwia spojrzenie na te emocje stojące za dysfunkcją ciała. Potem zgodzić się na nie i dać sobie miłość, by móc je uwolnić lub przetransformować.  

Także gorąco polecam i dziękuję im, że są.

Tekst: Weronika Burban

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *