Breadcrumb Abstract Shape
Breadcrumb Abstract Shape
Breadcrumb Abstract Shape

Pustynia i tulipany

Pustynia i tulipany

Zgłosił się do nas bliski znajomy ze swoim tematem, któremu chciał się przyjrzeć. Co ciekawe, podczas wglądu, ukazała się nasza wspólna historia z przeszłości. Przypadkiem. A zaczęło się od krwawiącego jelita. Jak przekornie, no nie?

Ale po kolei. 

Ludzie zgłaszają się do nas zazwyczaj, bo coś w ich życiu nie działa tak, jakby chcieli. Podobnie było tym razem. Znajomy od wielu lat ma problem z jelitem. Lekarze nie pomogli, dieta też nie wiele. Przyczyny psychosomatycznej w życiu doczesnym nie udało się uchwycić, więc pierwotny powód uwikłania w schorzenie pozostawał nieznany. 

Nasze doświadczenie jest takie, że gdy namierzysz ten pierwotny konflikt emocjonalny, który stoi za chorobą, to skutki zaczynają słabnąć. Osobiście jestem przykładem człowieka, który niósł całe naczynie spleśniałych kawałków z przeszłości. Niektóre wrosły w ściany tak mocno, że zaczęłam uważać je za siebie samą. Oderwanie niektórych boli, bo to jakby wyrwać żywy kawałek mięsa. A jednak za każdym wglądem robi się luźniej i lżej.

Co stoi za trudnością?

Mechanizm jest taki. Gdy odsłania się obraz stojący za danym problemem – to ta trudność zaczyna przynależeć do tej pierwotnej sytuacji i nie ciąży już tak mocno na barkach. Zdarza się, że czasem zupełnie wyparowuje, albo co istotniejsze, przekształca się w mądrość, z której możesz skorzystać dziś. 

Zobaczenie i poczucie punktu zapalnego, potem przeżycie emocji i dopuszczenie uczuć, które były z tym związane, przynosi odczuwalną ulgę. We wglądzie często szukamy “lepszego” scenariusza. Nie zawsze jest to możliwe i nie zawsze jest to niezbędne. Staramy się rozpoznać, czy w danej sytuacji jest przestrzeń na takie działanie, a gdy jest, to  szukamy takiego rozwiązania, które nie doprowadziłoby do powstania supła energetycznego. Doświadczenie innego scenariusza zmienia również postawę na dziś, bo przepracowujesz mechanizm i oswajasz inne reakcje, i inne możliwości wyboru, w danej sytuacji. Napięcie słabnie. Tak było i tym razem. 

Zapis sesji wglądowej

Poniżej zapis wglądu dotyczącego pierwotnej przyczyny problemów z krwawiącym jelitem. Tym razem Jacek był operatorem, a ja przepuszczałam przez siebie temat. Pracowaliśmy tak jak zawsze, czyli “na ślepo”, nie wiedziałam w co będę się zanurzać.

Sesji możesz posłuchać tu lub przeczytać, razem z wnioskami poniżej.

Akt 1 – Pierwsze wrażenie

Czuję ciężar na klatce, muszę się położyć. Czuję, że mam wypłakane oczy, jakbym już wszystko wypłakała, jakbym doszła do granicznego wyczerpania, może nawet wariactwa.

Była straszna zawierucha, która właśnie ucichła. Doszłam do absolutnej ściany. Jest cicho. Już nic gorszego nie może się wydarzyć. To taki moment, że nic możesz zrobić: ani naprawić, ani spieprzyć. Możesz tylko zacząć się regenerować, ale to za chwilę, bo to jest ten moment, gdy dosłownie coś się skończyło.

Akt 2 – Czy ten stan jest związany z jakąś konkretną sytuacją?

Widzę scenę. Idę przez pustynię. Nie mam jedzenia, ani picia. Widze rozbójników, piratów. Dochodzę do jakiegoś grodu, który otoczony jest bardzo wysokim murem. 50 metrów. Docieram ostatkiem sił, ale od tyłu, nie od bramy. Wiem, że nie dam rady się wdrapać, ani dojść do wejścia. Kładę się pod murem i leżę absolutnie wyczerpana. 

Wszystko z siebie dałam. W ciele takie zmęczenie, że już nie mam siły dalej walczyć. Kurz opada. Cała ta wędrówka się dokonała. Bardzo długo szłam. Po drodze, było wiele trudności. Nachodzą mnie myśli, że może źle obrałam cel. Ale już nawet tego nie analizuję, bo jestem tak bardzo zmęczona. Poddaję się. Jeszcze dycham, ale to forma wygasania. Serce, umysł i dusza są zatrzymane. 

Czuję, że ktoś będzie przechodził i mnie zgarnie. Wrzuci na taczkę i zawiezie do środka. 

Akt 3 – Gdzie i kiedy dzieje się ta historia?

To są bardzo stare czasy. Król Salomon, albo coś koło tego. Mezopotamia. Babilonia. Coś takiego. W każdym razie Bliski Wschód. Mam turban na głowie, długą kiecuchnę. Jestem brudna, wysuszona, wywiania przez wiatr. Usta popękane z braku wody. Czuję, że jestem mężczyzną.

Akt 4 – Jak ta historia idzie dalej?

Tak jak przeczuwałam, zgarnia mnie straż. Ludzie z grodu mnie kurują. Będę w służbie. Widzę scenę, w której siedzę przy stole z wpływowymi ludźmi i prawdopodobnie będę musiała wrócić tam, skąd przybyłam. Jestem posłańcem, może szpiegiem. Mam ciemno granatowe ubranie, szatę i turban. Śniadą cerę. Zresztą wszyscy są na granatowo, poza jednym, który jest cały na złoto.

Szykuje się rewolucja. Ci ludzie są bezwzględnie zdeterminowani. To nie jest wojna. Może zamach stanu. W każdym razie w tajemnicy szykowana jest inwazja. Ci z grodu, nie są tymi złymi, ale są fanatykami. Chcą poświęcić się w imię swojego boga. 

Odczuwam, że jest mi to bliskie, ale przez to, że przeszłam tę drogę przez pustynię, moja świadomość się poszerzyła. I widzę o wiele więcej niż ci z grodu. Ale oni są zawzięci. Chcą bym zrobiła to jeszcze raz i wróciła.

Przytłacza mnie to. Znowu to samo straszne, tylko teraz w drugą stronę. Przeżywam wewnętrzny rozłam, bo wiem ile ten powrót będzie mnie kosztował psychicznie i fizycznie Cucę się z tej wyzwoleńczej idei, która jest niczym fatamorgana. Ja pierdolę! Nie mam z kim o tym pogadać, nie wiem co z tym zrobić. Całe życie w to wierzyłam, ale koszt jest zbyt duży. 

Mam koło 35 lat. Dochodzi do mnie, że nie warto się poświęcać. Gdy wrócę na pustynię, to prawdopodobnie zginę. Dojście do grodu udało się jakimś cudem. W moim sercu robi się wyrwa. Ogromny konflikt wewnętrzny. Jest mi wstyd przed sobą, że mam takie uczucia. Ale zwyczajnie, wiem, że nie warto. Nie radzę sobie z tym rozdarciem. 

Narada przy stole trwa. Słucham i czuję, że zaczynam być judaszem tej sytuacji. Twierdzę, że idę, ale wcale nie chcę. Kombinuję jak się z tego wykręcić. Nie wiem, co zrobić.

Akt 5 – Połącz się z najlepszą linią czasową dla tej sytuacji.

W grodzie, przy stole, jest ogromna presja czasu. Za kilka dni mam wyruszyć. Nie znalazłam dobrego rozwiązania. Nie mogę zostać, bo ludzie mnie wyklną. Nie zrozumieją, czemu rezygnuję. Czuję potrzask, bo jak pójdę, to pewna śmierć. Każda opcja skończy się tragicznie. 

Akt – 6 Poszukaj. Może rozwiązanie było wcześniej? Znajdź potencjał najlepszego scenariusza.

W tym miejscu jak mnie wciągnęli za mur, to już nie ma dobrego wyjścia. 

Ale było takie miasteczko po drodze nad wodą. Ono było neutralne. Nie było zaangażowane w ten konflikt. Mogłam tam zostać i się wycofać. Ta opcja też powodowałaby rozdarcie, bo gdybym została, to oznacza, że zdradzę swoją rodzinę. Mogłabym wprawdzie żyć po swojemu, ale z poczuciem winy, że zdradziłam. 

Mogłabym założyć rodzinę, mieć dzieci, ale nie przestałabym myśleć o tej misji, w której byłam wychowana. Byłabym myślami przy tym, czego nie zrobiłam. Żona się śmieje, dzieci rozrabiają, a ja myślami jestem gdzie indziej. Ta proza nie wystarcza. Czuję, że przegapiam udział w czymś ważnym, wielkim. To zwyczajne życie, by mi nie wystarczało, żyłabym w ciągłych wątpliwościach. Utknęłabym w myśleniu “co by było gdyby”. 

Gdy kierowałam się do grodu, nie miałam jeszcze tej świadomości, która przyszła później. Gdyby przyszła wcześniej, zapewne mogłabym tam osiąść już wtedy, ze spokojem w sercu.

Ta perspektywa pomaga mi zrozumieć, jaką podjąć decyzję teraz. Muszę ruszyć znów na pustynię, ale tym razem, celem będzie ponowne dotarcie do tego miasteczka, a nie walka religijna. Potrzebuję czasu na przemyślenia, a to jedyna opcja jaka przychodzi mi do głowy. Presja w grodzie jest zbyt duża. Mniejszym złem okazuje się ponowna wyprawa i danie sobie czasu na ponowne przemyślenie wszystkiego.

Mam już tak poszerzoną świadomości, że widzę jakie większe siły skupiają się wokół tego konfliktu i całej tej misji. Ta wojna, to uwikłanie. Nie ma sensu dla ludzi dla żadnej ze stron.  Najgorsze jest to, że ten konflikt nie ma rozwiązania. On  będzie tam trwał przez kolejne wieki. Ofiar będzie coraz więcej, a rozejmu ni widu ni słychu. Przykre jest to, że moi bliscy są w to uwikłani. Mogę to tylko przy nich zostawić. Nie jestem już wysłannikiem krucjaty. 

Czuje jak głowa puchnie mi od analizy. Zbieram odwagę na tę wyprawę. Wiem, że mogę tam spotkać hieny, piratów, wilki. Mogę zabłądzić. Może zabraknąć jedzenia. To wyczyn dla ciała. Postanawiam iść, ale wiem, że mogę nie dotrzeć. Mimo to idę.

Widzę, że spotka mnie wiele przygód, a droga będzie trwała o wiele dłużej niż ktokolwiek zakładał. Spotkam barbarzyńców i sprzymierzeńców. Będę jeńcem na przymusowych pracach. Nie ma co wnikać w szczegóły. Potrwa dwa lata nim dotrę do celu.

Moja rodzina uzna mnie za zmarłego przez ten czas. Będą się modlić, a w ich sercach zostanę bohaterem. 

Akt 7 – Udaje ci się dotrzeć do miasteczka?

Dotarłam, sprzedaję cięte kwiaty na targu. Widzę się, gdy mam około 55 lat. Siwa broda. Budynki jak na wschodzie. Jasne z piaskowca. Nad sobą mam baldachim. Widzę swoje kwiaty. Nie mam rodziny, żony, ani dzieci. Mam pomocnika, sierotę. 

Mimo, że żyję wśród ludzi, stałam się odludkiem. Ukryłam część siebie. Czasem wraca myśl o bliskich, ale wiem że już nie da się tam wrócić. 

To miasteczko jest miejscem handlowym. Przez wodę. Przypływają, zabierają. Ludzie są prości, skupieni na pracy. Jasno widzę, że opowiadanie za jakąkolwiek opcją jest bez sensu, ale nie mam z kim o tym porozmawiać.  Wybrałam ścieżkę wewnętrznego mnicha, w kontemplacji.

Hoduję gołębie i po pracy siedzę z gołębiami. Nie mam potrzeby nikogo nawracać, ani uświadamiać. Mam w sobie smutną akceptację, ale też spokój. Melancholię. 

Maluję obrazy ma małych ceramicznych płytkach. Te obrazki można porównać do pisania wierszy. Jest w nich poezja.  Mam wrażenie, że niektóre z moich obrazków przetrwały do dzisiejszych czasów. 

Akt 8 – Oddal się. Spójrz z metapoziomu. Jak widzisz tę zmianę energetyczną?

Ten człowiek wyszedł z uwikłania, bo wcześniej był w ślepym pędzie. Wybrał siebie, zanurzył się w siebie. Dużo pracował, ale nic nie musiał. Wyzbył się ambicji, a przez to doszedł do kontemplacji, bo o nic nie zabiegał w tym świecie. Miał prostą pracę, obcował z kwiatami i malował obrazki. 

Wir się zatrzymał. Jego energia była tornadem, a stała się listkiem na wietrze. Gdzie go los poprowadzi, tam poprowadzi. Zaufał przypadkowi. 

Ma zmęczone serce. Puścił kontrolę i przywiązania. Stał się kontemplacją. Nie czuje sie osobowy, nie ma ego ani “ja”. Codziennie rano wstaje i robi swoje proste rzeczy. 

Gdy patrzę na jego kolejne wcielenia, to widzę, że mało rzeczy go haczyło. Nie można było go złapać na tęsknotę, naprawiania, ambicje, bo on już nie miał do tego wtyczek. Nie wcielił się “na kontrakcie”, bo był na to odporny. Ale widzę, że w kolejnych wcieleniach już mógł się na nowo uwikłać. 

Uwagi końcowe + wspólna historia

Ta sesja została ze mną jeszcze na wiele godzin. W wieczornej kontemplacji przyszły do mnie kolejne obrazy. Poczułam, że w każdym ze scenariuszy byłam związana z tym człowiekiem. Tak z osobistego, z Werki, czułam  ogromny smutek, że go tak tam zostawiłam. Tęskniłam za nim, a najbardziej za tym “starym”. Wypuściłam się we wglad, aby zobaczyć, co stało za tą relacją dla mnie. Zobaczyłam, że zawsze odsłaniał się ten sam mechanizm relacji.

Wersja 1

Na początku, gdy tylko przechodził przez miasteczko i kierował się do grodu, mignął mnie na rynku i ja od razu go dostrzegłam. Gdyby nie wrócił, czciłabym jego obraz jak bóstwo, którego nie ma.  

Wersja 2

Gdyby został w miasteczku podczas pierwszego przejścia, byliśmy małżeństwem. Ja zakochana, on nieobecny. Myślący o przeszłości, o swojej misji, której nie zrealizował. Ogromna samotność.

Wersja 3 

Po świadomym porzuceniu starego życia, gdy powrócił do miasteczka i został handlarzem kwiatów, ja zostałam jego przyjaciółką. Przychodził do mnie od czasu do czasu po czułość, ale nigdy nie otworzył swojego serca na więcej. Był niedostępny. W tej wersji, to ja go znalazłam w ogrodzie, gdy zmarł na atak serca. 

Po tej wędrówce w zaświaty, w swoim głębokim zanurzeniu w czucie, jestem przekonana, że mnie mogli zakontraktować wtedy obietnicą, że w kolejnym życiu będziemy mogli się spotkać jeszcze raz, tym razem w pełnej obecności. 

Dziś jesteśmy dobrymi przyjaciółmi, każde ze swoim życiem. Ciekawe czy nasze spotkanie przed laty było zdeterminowane w czasach, które odsłoniły się we wglądzie? A może jeszcze wcześniej? A dalej nasuwa się pytanie, czy kręcimy się w kółko wśród kilku dusz, które ciągle mają wspólne historie? 

Jak to się ma do problemów z jelitem?

Wg totalnej biologii krwawiące jelito można powiązać z czymś, czego nie można strawić.  Coś jest dla obrzydliwe / brudne, że chcesz się tego pozbyć. To głęboka rana emocjonalna. Krwawienie pojawia się po przeżyciu tego konfliktu, jako efekt naprawczy. Idealnie pasuje do tego historia napięcia przeżyta przez tego człowieka w grodzie. Rozdarcie. Absurd konfliktu, w którym się uczestniczy. Nasiąknął ideami w domu rodzinnym a potem skonfrontował to na własnym doświadczeniu. Przeżył okropieństwa na pustyni, które były pokłosiem zaangażowania w tę misję. Nie wchodziliśmy w to głęboko, ale czułam że to były okropieństwa, o których się nie zapomina. 

Chcesz zajrzeć w swój własny temat?

Sesje prowadzimy w trzech różnych formatach:

  • Sesja wglądowa dla Ciebie – w Twojej obecności.
  • Sesja wglądowa dla Ciebie – z Twoim aktywnym udziałem.
  • Wglądy dla Ciebie – bez Twojej obecności, w temacie, który nam zlecisz. (Na przykład: Potrzebujesz sprawdzić nieruchomość przed zakupem. My robimy wgląd, Ty otrzymujesz nagranie audio z całym procesem.)

Zapraszamy na spotkanie

Pogadajmy i sprawdzimy, czy jest nam po drodze.

Czas sesji: ok. 90 minut.
tel. 796 388 208
kontakt@sesjewgladowe.pl
Więcej o sesjach: https://sesjewgladowe.pl/sesje

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *