Breadcrumb Abstract Shape
Breadcrumb Abstract Shape
Breadcrumb Abstract Shape

Być więcej niż “odrobinę”

Być więcej niż "odrobinę"

Siedzę na swojej łódzkiej wsi, jak na bezludnej wyspie, bo wprawdzie ludzie są, ale jest ich bardzo mało i każdy zajęty jest swoimi sprawami.

Gdy nawet na siebie wpadniemy przepadkiem, nie rozmawiamy o niczym ciekawym. Przynajmniej dla mnie. O tym, że nadchodzi przymrozek, że na pomidorach znów zaraza. Że nie będzie wody.

Albo o szkole. Tu trzeba upiec ciasto, tu znów lekcje nieodrobione, tu wycieczka i trzeba podpisać zgodę. Tyle.

Czasem duszę się z braku prawdziwej rozmowy. Oczywiście, może według niektórych to są prawdziwe rozmowy, ale ja w nich niknę, jakby w ogóle mnie nie było.

Ludzie z sesji

Są jeszcze wirtualni ludzie. Tacy, których zapachu nie można poczuć. Czasem nawet nie mają twarzy, bo słyszymy się przez telefon na sesjach. To ludzie, którzy od razu mówią, co im leży na sercu. Szukają u mnie obecności. Wysłuchania, czasem komentarza, albo olśnienia. Różnie bywa.

Ludzie, którzy choć mnie nie znają, od pierwszego słowa mówią to, co najbardziej skryte, ale i najbardziej cenne. Płacą za przestrzeń, żeby móc to powiedzieć. A ja słucham, przepuszczam przez siebie. Zazwyczaj potem jest lżej.

Dzwoniła kobieta, która już nie chce być dłużej w relacji ze swoim mężem, ale nie wie od czego ma zacząć i czy naprawdę tego chce. Dzwoniła pani profesor z uczelni, którą dusi mentalna atmosfera w pracy. Dzwoniła policjantka, która tak tęskni za byłym facetem, że aż ją skręca. Najczęściej jednak dzwonią terapeutki, które nadal szukają dla siebie odpowiedzi. Tyk, tyk, tyk. Żywe serce dzwoni. Serce zranione, pominięte nieodkryte.

W słuchawce tyle czułych rozmów, a na ulicy cisza. Będzie burza. Będzie upał. Mączniak dopadł ogórki.

Czy to dwa światy?

Czy tylko ten widziany nie chce powiedzieć tego, co mówi ten anonimowy? Przyznam, że zlało mi się to w jeden obraz. Że jest ten na zewnątrz, który boi się pokazać ten wewnętrzny.

Wbrew temu doświadczeniu, napisałam „Pięknych Ludzi”. Odsłoniłam kawałek siebie. To, co niewygodne, niejednoznaczne i zwyczajnie ludzkie. Bez udawania, że znam odpowiedzi na pytania, które zadaję innym na sesjach.

Jest w tej książce trochę czułości, trochę wstydu i parę rzeczy, których rozsądny człowiek raczej nie wystawia publicznie. Ale już się stało i nie żałuję.

Moja przyjaciółka zapytała mnie, po co to zrobiłam.

Przyznam, że kiedy pisałam, w ogóle się nad tym nie zastanawiałam. Po prostu przeze mnie płynęło. Ale gdy pytanie padło, znalazłam odpowiedź.

Dla potrzeby spójności. Te dwa światy istnieją obok siebie. Mam dość kalkulowania, co komu powiedzieć. Po prostu chcę być sobą, w swojej aktualnej prawdzie.

Dla oddechu. Wiesz, że samo pisanie sprawiło, że schudłam 8 kg?

Dla przełamania hipokryzji. Poznaj siebie, idź za głosem serca, postaw granice, wybierz siebie. Poczułam, że trzeba zacząć żyć.

Dla córki… a może dla matki, która we mnie jest. Córka jest za mała, żeby zrozumieć tę książkę, ale chciałam jej pokazać, że można wybrać siebie.

Dla tych kobiet, które do mnie dzwonią. Pomyślałam, że może kiedy pokażę siebie bez zasłony, one też poczują, że mogą.

Wiadomość ze świata

Jakiś miesiąc po premierze napisała do mnie jedna z mam ze szkoły, z którą właściwie nie mam kontaktu. Wydaje się, że jesteśmy z różnych planet, ale napisała, że bardzo chciałaby przeczytać tę książkę. Przekonało ją to, że jest osobista. Wzruszyłam się.

Jeszcze nie wiem, co z tego wyniknie, bo nie podzieliła się wrażeniami… ale i tak się zadziało.

A Ty? Próbowałaś wcisnąć się w za ciasny świat? Albo pragnęłaś od życia za dużo i bałaś się komuś o tym powiedzieć?

Niech mój tupet będzie drzwiami. Zresztą na okładce uprzedziłam wszystkie wrogie głosy: Jak tak można? No można. 

Weronika

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *