Ajurweda na co dzień
Ajurweda jest bardzo pokrewna z tym, o czym przez wiele lat mówiliśmy o zdrowiu na HZ. Równowaga, wewnętrzny balans, emocje, styl życia. Wszystko ma swoją głębszą filozofię, którą, jak się zrozumie, to całość zaczyna mieć swój logiczny sens i ład w kontekście bycia w dobrostanie czy chorobie.
Na książkę Izabeli Raczkowskiej “Ajurweda na co dzień. Diagnoza i sztuka świadomego życia“ czekałam od jakiegoś czasu, bo chciałam zrozumieć głębiej ajurwedę, a ktoś mi polecał, że będzie świetna jako wprowadzenie do systemu. I tak jak ma apetyczną okładkę, tak w środku, ma naprawdę pięknie napisany konkret.
Osobiście wierzę, że całą mądrość mamy w sobie, ale dość mocno jest ona zagłuszona i nadpisana.
Do ajurwedy mnie ciągnie, bo to, co ona mówi o odżywianiu, pokrywa się z tym, co ja w sobie odkrywam, podążając za własnym nosem, czyli czuciem
Ale w przypadku kwestii jedzenia czasem mam wrażenie, że to trochę jak wymyślanie koła od nowa.
Chętnie potestowałabym, jak się czuję z ajurwedyjską dietą wg swojej konstytucji, ale od zawsze wychodzi mi, że jestem trójdoszą. A to oznacza, że trzeba łyknąć cały ogrom wiedzy, by to sobie poukładać samej, a nie mam na to głowy.
Jeśli masz kogoś fajnego do polecenia, daj mi znać! Jestem w poszukiwaniu kogoś, kto ogarnie moją trójdoszę kawa na ławę, w praktyce.
A wracając do knigi, to na zakończenie są piękne zdania!:
„Na końcu tej drogi nie ma punktu docelowego.
Jest jedynie coraz głębsze rozumienie (…)
Nie chodzi o doskonałość. Chodzi o uważność.
Nie kontrolę. O relację. (…)
To nie jest wiedza, którą się «ma».
To wiedza, którą się żyje.”
Jak zawsze, dobrego czytania!
Weronika


